Lady of Csejte (2015) 


Węgierska arystokratka Elżbieta Batory (czy też Erzsébet Báthory) stawiana jest w jednym rzędzie z najsłynniejszymi i najbardziej okrutnymi seryjnymi zabójcami w dziejach. Jeśli wierzyć wszystkiemu, co na jej temat na przestrzeni ostatnich kilkuset lat napisano, swym wyrafinowaniem dorównywała takim zbrodniarzom, jak francuski marszałek – notabene bohater wojny stuletniej – Gilles de Rais czy hospodar wołoski Wład III Palownik (z dynastii Besarabów), który znacznie bardziej znany jest pod przydomkiem Drakula. Elżbieta urodziła się ponad wiek po nich i pochodziła z bardzo wpływowego rodu; dość powiedzieć, że jej wuj – brat matki – Stefan został księciem Siedmiogrodu i… drugim wybranym w drodze wolnej elekcji królem Polski. Niestety, w rodzie Batorych często dochodziło do zawierania małżeństw przez osoby blisko ze sobą spokrewnione; ojciec Elżbiety, Jerzy, poślubił swą kuzynkę – nic, że daleką – Annę. W efekcie nie brakowało w rodzinie osób cierpiących na dziedziczone genetycznie choroby psychiczne. Całkiem prawdopodobne, że „pani na Čachticach” była jedną z nich.
Elżbieta młodo została wydana za mąż – za węgierskiego możnowładcę Franciszka Nádasdy’a – i młodo też, mając jedynie czterdzieści cztery lata, została wdową. To wtedy ponoć uwidoczniły się zauważalne już wcześniej skłonności hrabiny do sadyzmu. Ale to i tak nic. Ponoć za sprawą jednej ze swoich zausznic, niejakiej Anny Darvulii, Batory żywiła przekonanie, że obmywanie się krwią ludzi zahamuje proces starzenia się jej ciała. Stąd był już tylko krok do porywania i mordowania dzieci z okolic Čachtic, których krew miała zapewnić Elżbiecie wieczną młodość. Nawet jeśli legenda ta jest prawdziwa, to prawdopodobnie nie w takim stopniu, jak się powszechnie uważa. Odpowiada bowiem za nią krewny hrabiny, hrabia Jerzy VII Turzo, palatyn Węgier i wierny sojusznik Habsburgów, który nie tylko dążył do przejęcia majątku po swej szalonej kuzynce, ale też prawdopodobnie działał na zlecenie Wiednia. Co zaś miał Wiedeń do Elżbiety? Cesarz Rudolf II – sam zresztą obłąkany – dążył do podporządkowania sobie Siedmiogrodu, którym rządzili książęta z rodu Batorych. Chciał więc w miarę możliwości zohydzić społeczeństwu ów ród, by łatwiej było go spacyfikować i pozbawić wpływów. Elżbieta znakomicie się do tego celu nadawała.
W ostatnich latach nie brakowało na ekranach światowych kin filmów o „pani na Čachticach”. W 2008 roku powstały dwie międzynarodowe produkcje: „Batory” Słowaka Juraja Jakubisko (z Anną Friel w roli tytułowej) oraz „Krwawa hrabina” w reżyserii i z główną kreacją Francuzki Julie Delpy. Teraz po nieco zużyty już temat postanowił sięgnąć twórca z Rosji – urodzony w 1969 roku w Nowosybirsku Andriej Konst. Filmem zainteresował się on jeszcze jako student wydziału humanistycznego miejscowego uniwersytetu. Z dyplomem w ręku, rozpoczął pracę w regionalnej telewizji. Pierwszą krótkometrażówkę, komediowy thriller „Atmosfera”, nakręcił dwanaście lat temu; drugą – „Zmierzch piratów” – w 2008 roku. I właśnie ten film, zrealizowany za zaledwie 10 tysięcy rubli, otworzył Konstowi drzwi do kariery; został bowiem zauważony na jednym z festiwali w Nowym Jorku. Rosjanin postanowił wówczas przenieść się za Ocean i w Los Angeles podjął studia reżyserskie. Zwieńczył je kontrowersyjną krótkometrażówką „Transseksualista” (2012) – na tyle jednak udaną, że dwa lata później mógł przystąpić do pracy nad debiutem pełnometrażowym.
„Krwawą hrabinę Batory” kręcono w Rumunii (wykorzystano oblegany przez filmowców zamek Hunedoara w Siedmiogrodzie) oraz Moskwie (wnętrza). Pieniądze wyłożyli – w sumie 2 miliony dolarów – producenci rosyjscy i amerykańscy. Premiera kinowa miała miejsce 26 lutego tego roku w Rosji i Ukrainie. Dzieło Andrieja Konsta nie jest pełną biografią bohaterki; jego akcja rozgrywa się jedynie w ciągu kilku miesięcy 1610 roku, a więc w czasie, który bezpośrednio poprzedził upadek Elżbiety – jej aresztowanie, osądzenie i zamurowanie żywcem w jednej z komnat zamku. Zgodnie z filmem, przyczyniło się do tego cygańskie rodzeństwo – Aletta i jej młodszy o parę lat braciszek Misza. Bezdomne dzieci zarabiają na życie, występując na ulicy z cyrkowymi sztuczkami. Chłopiec ma niezwykłe zdolności. Jak legendarny Harry Houdini (też zresztą Węgier z pochodzenia), potrafi wyzwolić się z każdych więzów; nie są mu straszne ani kajdany, ani liny. Pewnego dnia ta niezwykła para dociera do Čachtic i dostrzeżona podczas jednego z występów przez służki hrabiny Batory, zostaje zaproszona na zamek, by pracować dla ekscentrycznej arystokratki. Sporo jest w jej posiadłości dzieci: dziewczynki zajmują się sprzątaniem zamkowych sal, chłopcy natomiast pomagają w stajniach.
Ale Aletta ma swój cel: przed rokiem w tym regionie zaginęła jej starsza o kilka lat siostra Katja; biorąc zaś pod uwagę krążące po okolicy plotki, dziewczynka podejrzewa, że może mieć to coś wspólnego z hrabiną i jej zamkiem. Choć jest przerażona osobą Elżbiety, stara się jak najwięcej o niej dowiedzieć. Pewnego dnia widzi arystokratkę przy biurku, pochyloną nad księgą, w której kobieta coś zapisuje i którą, skończywszy notować, chowa do zamykanej na klucz komody. Aletta jest przekonana, że tam znajdzie rozwiązanie tajemnicy zniknięcia Katji. Jest tylko jeden problem – i wcale nie chodzi o to, jak dostać się do skrytki (tym może przecież zająć się Misza) – młoda Cyganka nie potrafi czytać. Wścibskość dziewczynki nie uchodzi jednak uwagi hrabiny, która zaczyna snuć wobec niej pewne plany. Jakie? To – w kontekście postaci głównej bohaterki – jest jak najbardziej oczywiste. Pytanie tylko, czy jej się uda. Drugim wątkiem opowieści jest śledztwo prowadzone przez dwóch królewskich wysłanników; zwłaszcza jeden z nich, Atilla, jest zdeterminowany, by dociec prawdy – czy nieprawdopodobne informacje dotyczące Elżbiety Batory, które od jakiegoś czasu docierają na dwór, są potworną rzeczywistością, czy też jedynie wymysłami okolicznej ludności. Jego zadanie nie jest wcale proste. Wszak hrabina wzbudza nie tylko szacunek, ale i strach wśród miejscowych, czego dobitnie dowodzi postępowanie sędziego Theodosiusa.
Nie jest łatwo utrzymać napięcie, gdy opowiada się historię, której zakończenie jest dobrze znane. Tym bardziej że już w napisach początkowych znalazła się adnotacja, iż film oparty jest na faktach. Z miejsca więc trzeba było odrzucić wszelkie scenariuszowe ekstrawagancje, dzięki którym dzieło Andrieja Konsta mogłoby skręcić chociażby w stronę horroru. Rosyjski reżyser zdecydował się na przydanie mu podstawowych cech dramatu historycznego z odczuwalną nutką grozy. Czemu sprzyjało przede wszystkim wykorzystanie jako plenerów okolic ponurego transylwańskiego zamczyska (prawdziwe Čachtice leżą dzisiaj na terytorium zachodniej Słowacji i od ponad trzystu lat sukcesywnie popadają w ruinę). I to się udało. Niestety, błędem okazało się przedstawienie całej historii z punktu widzenia dzieci, chociaż sam film zdecydowanie nie jest do nich skierowany. Kogo powinniśmy tym samym widzieć, patrząc na hrabinę oczyma Aletty bądź Miszy? Albo starzejącą się (w tym momencie już pięćdziesięcioletnią), lecz wciąż fascynującą urodą dobrą „ciocię”, albo przerażającego demonicznością wampira (żywiącego się ludzką krwią). Batory Konsta nie jest ani jedną, ani drugą – jakby reżyser nie mógł się zdecydować. I nic dziwnego, nie jest przecież dzieckiem.
Mimo to postać hrabiny nie została całkowicie spaprana, w czym największa zasługa grającej rolę tytułową, doskonale znanej w Rosji – i coraz bardziej w Stanach Zjednoczonych – Swietłany Chodczenkowej („Zadziw mnie”, „Metro”, „Wasilisa”). Konst – już jako mieszkaniec Ameryki Północnej – poznał aktorkę dzięki epizodycznej kreacji w „Szpiegu” (2011) Tomasa Alfredsona. Spodobała mu się tak bardzo, że później zdecydował się obejrzeć inne filmy z jej udziałem, także te rosyjskie. A gdy dostąpił zaszczytu realizacji kinowego debiutu, nie wahał się, by zaprosić ją na plan. Z rosyjskich artystów na ekranie pojawił się jeszcze, w roli królewskiego wysłannika Atylli, Paweł Dieriewianko („Hitler kaput!”, „Twierdza brzeska”, „Pośpieszny Moskwa-Rosja”). W dzieci, czyli Alettę i Miszę, wcielili się młodzi angielscy aktorzy: Isabelle Allen („Nędznicy” Toma Hoopera) oraz Lucas Bond; resztę obsady zarezerwowano dla mniej lub bardziej znanych aktorów rumuńskich. Scenariusz filmu wyszedł spod ręki debiutanta – Matthew Jacobsa, za to za zdjęcia odpowiadał Belg Maxime Alexandre – operator, który u boku Francuza Alexandre Aja zyskał już całkiem spore doświadczenie („Blady strach”, 2003; „Wzgórza mają oczy”, 2006; „Lustra”, 2008). Za ścieżkę dźwiękową odpowiadał natomiast amerykański kompozytor Nathaniel Levisay, który niczym szczególnym dotychczas nie zasłynął.