David Yates, którego fani mogą kojarzyć jako reżysera czterech filmowych części o przygodach Harry’ego Pottera, postanowił odświeżyć opowieść o Tarzanie, człowieku wychowanym przez małpy. Pierwsza rzecz, jaką należy wiedzieć – to faktycznie historia inna od tych, które już znamy. Zaczynamy w momencie, gdy Tarzan już od kilku lat na powrót przebywa w świecie ludzi. Jako lord Greystoke wraz z żoną Jane wiedzie ustabilizowane życie, do dżungli wracając jedynie we wspomnieniach. Przeszłość jednak szybko się o niego upomni w najgorszej postaci – chciwego i okrutnego Leona Roma, zaufanego człowieka władcy Kongo. Tarzan: Legenda to film, który nie rości sobie praw do bycia czymś więcej niż letnią rozrywką. To, czego można się spodziewać po seansie, wiadome było już po obejrzeniu zwiastunów. Przygoda, akcja, rozmach, dużo pięknych ideałów i walka dobra ze złem – dokładnie te elementy występują w produkcji Yatesa w stężeniu, które dla jednych będzie akceptowalne (to ja), a inni wywrócą oczami. Taki już urok tego Tarzana. Struktura narracyjna filmu jest prosta i wszystkim świetnie znana: jest ten dobry i ten zły, jest ukochana kobieta, której grozi niebezpieczeństwo, są wierni przyjaciele i konflikty z przeszłości. Jest także jedność w słusznej sprawie i dużo wzruszającej relacji na linii człowiek-zwierzę. Niczym Was ten film nie zaskoczy, ale nie jest to wcale zarzut. Ogląda się go dobrze, nie ma momentów, w których akcja zwalnia i widz mógłby się zacząć nudzić. Dwie godziny szczelnie wypełnione są widowiskowymi sekwencjami, humorem i idealnie wyrzeźbionymi mięśniami brzucha Alexandra Skarsgarda.

 

I to także nie jest zarzut. Czy Tarzan, który wygląda, jakby wyszedł z siłowni, to prawdziwy Tarzan? Realistyczny Tarzan? To naprawdę nie ma żadnego znaczenia – film jest tak samo realistyczny jak jego plakaty. Czyli nie jest. Sporo w nim naiwności, trochę pretensji, patosu i banału. Nie liczcie na skomplikowane motywacje – tu wszystko jest czarne bądź białe. Ale to działa wystarczająco dobrze i ta gładka mieszanka z łatwością przechodzi przez gardło. Niestrawności nie będzie. Między Alexandrem Skarsgardem i Margot Robbie jest bardzo dobra chemia, oboje są piękni i uroczy, miło się więc na nich patrzy. Braki w warsztacie aktorskim widoczne są jednak jak na dłoni, szczególnie w dramatycznych momentach. Pominę milczeniem występ Christopha Waltza i powiem jedynie, że znów na ekranie oglądamy Landę. Dla tego pana już nie ma nadziei. Aktorskie show kradnie natomiast Samuel L. Jackson, który jest najlepszą postacią w filmie, najlepiej zbudowaną i zagraną. To on jest też odpowiedzialny za elementy humorystyczne. Tarzan: Legenda to film, który w gorące, letnie dni na dwie godziny zapewni niezłą rozrywkę. Jest to także film, o którym po wyjściu z sali i wyrzuceniu pustego kartonu po popcornie nie będziecie już nigdy myśleć. Ewentualnie może pojawić się puenta, że największym dzikusem na tej planecie jest jednak człowiek. Ale to już było w Genezie planety małp – i było zrobione lepiej. 


© 2016 Warner Bros