The Last Kingdom



Jeśli akurat tęsknicie za serialem Wikingowie i The Last Kingdom z opisu wydaje wam się idealną zapchajdziurą, to się srodze rozczarujecie. To nie jest tylko ta sama historia opowiedziana z drugiej strony konfliktu, to zupełnie inna jakość. Przyzwyczajonym do eleganckich i przestylizowanych Wikingów o idealnie ułożonej fryzurze i z gustowną biżuterią, którzy w dodatku mają poważne lęki egzystencjalne i religijne wizje, The Last Kingdom wyda się siermiężne, brudne i nudne. Mnie się ten serial jednak bardzo podoba i choć nie ma tu świetliście błękitnych oczu Ragnara, to jakiś Ragnar jest, a w dodatku główny bohater Uhtred, grany przez Alexandra Dreymana, do złudzenia przypomina młodego Brada Pitta.
Centralną postacią tej serialowej opowieści (będącej adaptacją cyklu Wojny Wikingów Bernarda Cornwella) jest Uhtred syn Uhtreda (Dreyman), żyjący w IX wieku szlachcic, któremu przybysze z odległej Północy zabili całą rodzinę, a jego samego jako chłopca pojmali w niewolę. Chłopak dorastając, w pełni się asymiluje z Duńczykami, których uważa za swoją nową duchową familię. Niestety, na skutek klanowych waśni, giną wszyscy bliscy Uhtreda, a on sam jest zmuszony do ucieczki, gdyż to na niego zostaje zrzucona odpowiedzialność za śmierć Duńczyków. Niepewny przyszłości mężczyzna, wraz ze swą wierną towarzyszką Bridą (Emily Cox), rusza do Wessex, ostatniego angielskiego królestwa, które jeszcze stawia opór Wikingom.
Przez kolejne odcinki serialu przewija się motyw gdybań Uhtreda nad własną tożsamością. Mężczyzna czuje się jednocześnie Duńczykiem i Anglikiem, kocha swego przybranego brata Ragnara i Bridę, a jednocześnie pomaga królowi Alfredowi (David Dawson) w walce z najeźdźcą. Marzy mu się i zemsta na zabójcach przybranego ojca, i odzyskanie ziem należących mu się po ojcu biologicznym.
Ostatnie królestwo to moim zdaniem bardzo udana próba oddania średniowiecznej mentalności. Na pewno nie jest to tylko jeden z tych seriali, w których realia historyczne robią jedynie za tło dla romansowo-sensacyjnej fabuły postaci o bardzo współczesnej psychice. Ci bohaterowie mają archaiczny, bo z głębokiego średniowiecza, system wartości, w którym znajduje się i Bóg (lub bogowie) na poczesnym miejscu, ale zaraz za nim walka o bogactwa i honor, a przede wszystkim o ziemie. Cała reszta spraw życiowych jest temu podporządkowana. Niektórzy, zwłaszcza młodsi widzowie, mogą być naprawdę zszokowani tym, jak na przykład mało w owym świecie znaczą kobiety, wygody czy higiena osobista. Tylko te morgi się liczą, bo ziemia to życie.
Bardzo odpowiada mi tu także to jak są skonstruowane poszczególne postaci. Oczywiście Uhtred jest świetnym gościem, ma swój cel, do którego dąży, ale poza tym jest zdumiewająco skłonny do negocjacji i kompromisów. Podoba mi się też, że ma poczucie humoru i spory dystans do siebie. Nie licząc twarzy Brada Pitta i niepokojącego stylu na Wiedźmina, to taki nienachalny, zwykły człowiek, zaplątany w niesamowite wikińskie zawirowania historyczne. Świetny jest także podstępny król Alfred, który cały czas się miota między wiarą w Boga a pragnieniami ciała. Blady wymoczek z problemami żołądkowymi i wielkim ego. Zdecydowanie jestem skłonna uwierzyć, że tak mogli się prezentować średniowieczni władcy. No i bardzo lubię też ojca Beoccę (Ian Hurt), który wprowadza nieco uduchowienia w ten wojenny zamęt, próbując jednocześnie ugrać swoje na boku. W ogóle uważam, że to bardzo dobrze, że tak cały czas rozmawiają tu nie tylko o wojnie, ale i religii, gdyż to ona w średniowieczu określała światopogląd (i była też wygodnym pretekstem do prowadzenia wojennych sporów). Gdy tak to oglądam, przypominając sobie uczone książki o historii średniowiecza, to czasem dochodzę do wniosku, że to zadziwiające, jak niewiele się zmieniło w naszym postrzeganiu wszelkich bóstw.
The Last Kingdom to według mnie także serial obfitujący w niezamierzone wątki humorystyczne. Najbardziej urzekło mnie to, że Brida wygląda tak, jakby dopiero co wyszła z jaskini (takie skrzyżowanie wilczycy z neandertalką) gdy tymczasem jej ukochany ma prezencję modela. Jestem bardzo ciekawa jaki to średniowieczny golibroda mógłby mu codziennie tak stylizować zarost. Bardzo zabawne jest także to, że nasz Saxo-Duńczyk co chwila powtarza ,,Jestem Uhtred, syn Uhtreda z Bebbanburga” w różnych wariacjach. Brzmi przy tym jak ogr, choć doceniam, że dba o to byśmy nie zapomnieli jak się nazywa. No i wreszcie golizna. Jestem bardzo ciekawa ile jeszcze postaci zobaczymy od tyłu jak się wyłaniają z lodowatej wody. Niestety, po takich scenach widać, że pod względem estetycznym Ostatnie królestwo nie dorównuje Wikingom. Ogólnie jest to serial bardziej edukacyjny niż sensacyjny, intrygi (choć to dopiero początek) wydają się łatwe do przewidzenia, a postaci bardziej typowe, takie mniej zwichrowane.
Na koniec muszę jeszcze zapewnić, że można się poczuć bardzo swojsko oglądając samą czołówkę. Już pomijam te animacje, ale muzyka! Mam wrażenie, że od dwudziestu lat ten sam zespół pieje do fabuły wszelkich produkcji historycznych, czy to o Grekach i Rzymianach, czy o Jezusie, czy wreszcie o Wikingach czy Mongołach lub innych dzikich i walecznych chordach. Ten sam swojski góralski zaśpiew, kojarzący mi się nieodmiennie z wiejską gospodynią, nawołująca drób. Nie ma tu pięknych aktorek, nie ma facetów w skórzanych rurkach, ale za to music pierwsza klasa.


Autor: szczere-recenzje.pl