A Little Chaos (2014)


Na początku roku "Odrobina chaosu" zamknęła ranking piętnastu najgorętszych premier tego roku. Główną przyczyną obecności tego filmu w rankingu była wcielająca się w główną bohaterkę Kate Winslet, której ostatnio nie oglądamy zbyt często w trudnych i wymagających rolach, a choć mam coraz większą słabość do Marion Cotillard, to właśnie Winslet wciąż jest moją ulubioną gwiazdą kina. Po "Odrobinie chaosu" nie spodziewałem się zbyt wiele - oczekiwałem jedynie prostego kina, z niemałą dawką emocji i z godnymi nazwisk kreacjami aktorskimi. Szczerze zaniepokojony pierwszymi recenzjami, po tak wielu tegorocznych rozczarowaniach, z lekkim niepokojem postanowiłem przekonać się na własnej skórze, jakim filmem jest "Odrobina chaosu". I uwierzcie mi na słowo, że przeżyłem to spotkanie bezboleśnie. Król Ludwik XIV postanawia zbudować niesamowity pałac i przenieść się do niego ze wszystkimi dworzanami. Wersal ma być francuską chlubą, która zobrazuje potęgę panującego władcy. Mistrz Andrè Le Notre ma powierzone zadanie od króla, a mianowicie - ma zająć się zaprojektowaniem wystawnego ogrodu. Mężczyzna postanawia ogłosić konkurs na najlepszy projekt, a wyłoniony z niego zwycięstwa, pomoże mu w wykonaniu jednego z elementów ogrodu. Niespodziewanie ten konkurs wygrywa Madame Sabine De Barra, której poglądy na temat sztuki ogrodnictwa różnią się od przekonań Le Notre. Wspólna współpraca w Wersalu zbliża do siebie tę dwójkę, a pomiędzy nimi zaczyna się rodzić pewna fascynacja.


 Najbardziej intrygującą rzeczą, a w zasadzie osobą, w "Odrobinie chaosu" jest zdecydowanie Sabine De Barra, która od samego początku napędza tę prostą historię. Główna bohaterka to kobieta o prawdziwie artystycznej duszy, której nieprofesjonalne projekty przekonują nawet samego mistrza. Obok jej artystycznej strony, Sabine De Barra to przede wszystkim kobieta, która nie potrafi poradzić sobie z problemem, jakim są traumatyczne wspomnienia z przeszłości. Pomimo upływu lat, wciąż widzi spacerującą po ogrodzie córeczkę, która wraz z jej mężem zginęła tragicznie w wypadku rydwanu. Projektantka obarczyła siebie poczuciem winy, niszcząc nim swoje teraźniejsze życie i przemieniając je w wewnętrzne piekło. W obliczu tragedii głównej bohaterki, zarówno cały obraz Wersalu, panujących zasad na paryskim dworze, jak i wątek rozwijającego się uczucia, schodzą na dalszy plan. I wcale nie działa to na niekorzyść "Odrobiny chaosu", bo dzięki temu film Rickmana wzrusza i niezwykle emocjonuje. Problem tego filmu leży jednak po stronie realizacyjnej. "Odrobinie chaosu" zdecydowanie brakuje bogactwem do innych dramatów kostiumowych, a niektóre sceny zamiast wzbudzać ogromny podziw, stają się źródłem małego rozczarowania. Nie zgodzę się jednak co do tego, że "Odrobina chaosu" jest obrazem pokroju filmu telewizyjnego, bo choć w wielu momentach nie zachwyca, to jest to raczej kwestia małego braku w budżecie (albo nawet bardzo małego) i dopracowania, a to dopracowanie jest czasami naprawdę trudne do zaobserwowania. W obliczu rozczarowań realizacyjnych, nie można odmówić "Odrobinie chaosu" kilku naprawdę świetnych momentów. Największe wrażenie zrobiła na mnie przede wszystkim scena w ogrodzie i rozmowa Sabine De Barry z potencjalnym ogrodnikiem, będąca źródłem niewymuszonego humoru, nieświadomie malującego na naszych twarzach nieśmiały uśmieszek. "Odrobinę chaosu" traktuję również jako początek powrotu Kate Winslet do grania ambitnych i wymagających ról. Przed nami w tym roku jeszcze pierwszoplanowa rola w "The Dressmaker" i drugoplanowa w dramacie biograficznym "Steve Jobs", a kreacja Sabine de Barry zwiastuje naprawdę wiele dobrego. Winslet to bezsprzecznie najmocniejsze ogniwo "Odrobiny chaosu", będąca emocjonalną bombą, która choć początkowo bardzo stonowana, ostatecznie wzbudza w widzach niewiarygodną empatię. W jej filmowe zauroczenie wcielił się Matthias Schoenaerts, który mam wrażenie w tym filmie miał po prostu dobrze wyglądać. Postać Andrè Le Notre przekonuje, aczkolwiek wciąż wydaje się zbyt wycofana. Od doświadczonego Alana Rickmana bije przede wszystkim charyzma, a jego Król Ludwik XIV to władca z krwi i kości. Spośród aktorów największe wrażenie zrobił na mnie jednak Stanley Tucci, który choć do "Odrobiny chaosu" zupełnie mi nie pasował, a jego postać to właściwie uroczy książę zdradzający swoją żonę z innym mężczyzną, wniósł do historii i kilku scen naprawdę wiele świeżości i humoru. "Odrobina chaosu" to również ckliwy wątek miłosny i niewiele starający się ukryć obraz francuskiej arystokracji. Rozczarowujący jest fakt, że obserwując miłosny świat paryskiej elity właściwie w tą miłość nie wierzymy i tak samo nie potrafimy uwierzyć w uczucie rodzące się pomiędzy głównymi bohaterami. Wierzymy za to w osobistą tragedię Sabine de Barry, na której Rickman zbudował całkiem dobry dramat. 


Źródło: filmoweabecadlo.pl