Edward, absolwent medycyny z Harwardu postanawia nabrać doświadczenia w Szpitalu Psychiatrycznym. Już jego chłodne przyjęcie przez przełożonego sugeruje, że łatwo i z górki mieć nie będzie. Mroczne pustkowia otulone gęstą mgłą, a w nich ukryte za żeliwną bramą i betonowym murem posępne zamczysko-szpital. Edward powoli adaptuje się i poznaje pacjentów. Intryguje go tytułowa Eliza Graves, cierpiąca na histerię. To ona stanie się dla Edwarda motywatorem działań, gdy dostrzeże okrutną prawdę tego miejsca i przewrotną naturę jego pracodawcy.
Eliza Graves swym klimatem przypomina Wyspę Tajemnic Scorsese, czy Wyspę doktora Moreau Frankenheimera. Głównie za sprawą bestialskiej zamiany, która ma miejsce w ośrodku oraz dość wiernie zobrazowanego obłędu wśród jego pacjentów. Anderson nadał filmowi dodatkowego uroku. Tajemniczy bohaterowie, dziewiętnastowieczna sceneria i okrutne praktyki lekarskie, którym poddawani byli ówcześni pacjenci.
Co ciekawe Anderson nie przedstawia swoich bohaterów jednoznacznie. Zarówno oprawcy, jak i ich ofiary są tutaj usprawiedliwieni. Zamiana, jaka następuje ma na celu uzmysłowienie katom pozycji ofiary. Nadanie jej nowego wymiaru, namacalnego. Skoro empatia, zdrowy rozsądek i ludzkie współczucie zawiodły, jedyną drogą do prawdy staje się ból i cierpienie.


Anderson dobrał sobie świetną obsadę. Wbrew pozorom nie pierwszy plan w postaci duetu Sturgess-Beckinsale wiedzie tu prym. O wiele bardziej interesujący wydał się drugi plan z takimi aktorami, jak Ben Kingsley, Michael Caine, David Thewlis, Jason Flemyng czy Sinead Cusack. W dość krótkim epizodzie zobaczymy też Brendana Gleesona, demonicznego w swych praktykach lekarza. 
Eliza Graves to film poprawny, choć moim zdaniem, za długi. Nie zmienia to faktu, że dzięki fascynującej scenografii, mrocznej atmosferze, obsadzie aktorskiej i ciekawemu twistowi w końcowych scenach film nabiera wyjątkowego wymiaru.


Autor: Toppsy Crett toppsycrett.blogspot.com