Historia Aleksandra Dumasa była niezwykle często adaptowana, więc prawdopodobnie większość widzów doskonale ją zna. Twórcy "The Musketeers (2014)" stanęli zatem przed sporym wyzwaniem: musieli opowiedzieć dość ograną fabułę w sposób na tyle atrakcyjny, by zainteresować nie tylko nowych widzów, ale też osoby, które oglądały przygody muszkieterów w wielu innych wydaniach. I w tym miejscu leży problem premierowego odcinka - scenarzyści wymyślają niezbyt porywającą wariację poznania się trzech muszkieterów z D'Artagnanem. Sam motyw jego zemsty na bandycie za zabicie ojca jest jak najbardziej poprawny, jednak wątek psucia opinii muszkieterów jest absurdalny; trudno mi uwierzyć, że ktokolwiek chciałby skazać jednego z nich na podstawie tak marnego dowodu. Tworzy to wrażenie zdecydowanie negatywne, gdyż wątek wydaje się nieprzemyślany i wręcz głupi. Nie wątpię, że taki motyw można było przedstawić w sposób mniej naciągany i nie tak irracjonalny. Przedstawienie bohaterów jest co najmniej poprawne, ale casting pozostawia wiele do życzenia. Najbardziej mieszane odczucia wywołuje Luke Pasqualino w roli młodego D'Artagnana. Jest nijaki, momentami drewniany i pozbawiony jakiejkolwiek charyzmy. Portos, Atos i Aramis bezapelacyjnie sprawiają lepsze wrażenie, ale na razie zbyt długo na ekranie nie zagościli i trudno tutaj mówić o jakiejś wyrazistości. Aktorom brakuje jakichś indywidualnych cech, osobowości i ekranowego magnetyzmu, który sprawiłby, że przyciągną do "The Musketeers" i będzie nam zależeć na ich losie. Postacie przedstawione są zbyt powierzchownie, a w ten sposób niełatwo jest wzbudzić zainteresowanie i zbudować emocjonalną więź między nimi a widownią. Na razie widzę jedynie znane imiona i kilka podstawowych cech, a nie pełnokrwistych, wyrazistych bohaterów, którzy potrafiliby pociągnąć ten serial. Wydaje się, że podstawą tej historii jest obsadzenie charyzmatycznego aktora w roli kardynała (w końcu w ostatnim kinowym filmie grał go sam Christoph Waltz). Peter Capaldi stanowi zupełne przeciwieństwo mało znanych twarzy muszkieterów. To aktor doświadczony, niezwykle charyzmatyczny i po prostu idealny do roli kardynała; w tej kreacji ogląda się go z niemałą przyjemnością. Sympatię budzi natomiast Tamila Kari w roli Bonacieux. Trudno jednak ocenić Milady de Winter, której obecność jest związana jedynie z oczywistym dla osób znających historię wątkiem. Na razie jej rola jest zbyt mała, aby cokolwiek o niej powiedzieć.


Twórcy "The Musketeers" nie próbują w akcji być na siłę nowocześni jak Paul W.S. Anderson w "Trzech muszkieterach". Osadzają swój serial w klimacie klasyków gatunku płaszcza i szpady, tworząc poczucie przygody, która jest nasycona odpowiednią dawką humoru i lekkością. Same sceny walk są przyjemne w odbiorze, ale pozbawione fajerwerków. "The Musketeers" zaczyna dość przeciętnie, lecz z wyraźnym potencjałem na rozwój. Zbyt wiele tutaj niedopracowań, nieprzemyślanych elementów historii i nieumiejętnego przedstawiania bohaterów, by można było się zachwycać. Na razie BBC rozczarowuje, bo serwuje nam zwyczajne odtworzenie znanej opowieści, bez żadnych świeżych i emocjonujących pomysłów.

Autor: Adam Siennica /hatak