The Last Station (2009)

Film Michaela Hoffmana, opowiadający o schyłku życia pisarza  Lwa Tołstoja. Obraz w filmie jest  kolorystycznie i krajobrazowo bardzo przyjemny. Szerokie pola spowite mgłą z czającą się na horyzoncie połyskującą cerkwią (jak tu nie myśleć o opisach wiejskich pejzaży z posiadłości Konstantego Dmitricza Lewina z "Anny Kareniny"?), smukłe, bijące bielą brzozy na tle soczystej zieleni, które tak dobrze oddają charakter majątku Tołstoja – Jasnej Polany (film co prawda nakręcony został w Niemczech a nie w dworku pisarza pod Moskwą. Krajobrazowo jednak nie miało to większego znaczenia – porównałam filmowe ujęcia ze zdjęciami Olivera z jego pobytu w Jasnej Polanie).
Łagodność krajobrazu kontrastuje z charakterem wydarzeń. Lew Tołstoj, otoczony całą zgrają wyznawców, jest w wiecznym konflikcie z żoną, która (zresztą całkiem słusznie), ma dosyć atmosfery uwielbienia, spisku i braku prywatności. Jedną ze świetniejszych scen w filmie jest moment, kiedy rodzina łącznie z osobistym doktorem pisarza, siedzi w skąpanym w zieleni ogrodzie przy herbacie. Wszyscy ubrani są odpowiednio do ich społecznej pozycji za wyjątkiem Tołstoja, który zamiast w szlacheckim stroju, występuje w chłopskiej szacie. Cokolwiek pisarz nie powie, jest momentalnie zapisywane przez większość siedzących. Zofia, żona pisarza (świetna rola Helen Mirren) wybucha w pewnym momencie niepohamowanym gniewem, zabraniając komukolwiek podnieść do ręki ołówek. Dyskusja toczy się wokół społecznej równości i dzielenia się bogactwem z biednymi przez bogatych. Trudno o większy kontrast między tematem dyskusji a wytwornym otoczeniem.
Jasna Polana to miejsce konfliktów. To tutaj rozładowują się coraz częste burze między Tołstojem a jego żoną, między jego powiernikiem Wladimirem Czertkowem a Zofią Tołstoj. Czertkow zrobi wszystko, by zdobyć podpis Tołstoja pod nową wersją testamentu, w której pisarz zrzeka się praw autorskich do swoich dzieł. Zofia, z kolei szybko wyczuje, co dzieje się za jej plecami i wszelkimi możliwymi środkami (krzykiem, czułymi słówkami, atakami histerii, strzałami z pistoletu) będzie próbować wyperswadować mężowi ten pomysł. Jeżeli wierzyć biografom, to filmowej Zofii  brakuje jednak szaleństwa prawdziwej Zofii Tołstoj. Filmowa żona owszem ma temperament, ale jej działania nie wykraczają wcale poza rozpacz i determinację silnej osobowości, która nagle znajduje się w przegranej pozycji. Gdyby ten szaleńczy wątek pociągnąć, to film mógłby stać się bardziej ekstremalnym, ale i ciekawszym dramatem (a tak sympatie widza raczej zmierzają dość łatwo w stronę Zofii, bo motywacje Tołstoja są jednak niejasne).
 Kłótnie małżonków to walka o wpływy jednego na drugie. To w przypadku Zofii batalia o uczucie, o całą historię wspólnych przeżyć, jakie doświadczała przez lata małżeństwa. Dla Lwa Tołstoja to walka o wolność, o niezależność każdym kosztem. Nie jest to jednak wcale walka o ideały, bo Tołstoj w wielu dialogach pokazuje, że jego wyznawcy są znacznie bardziej "święci" niż on sam, który dawać ma im przykład. Jego ostre słowa przeciw małżeństwu, potępiające seks są w zupełnej opozycji z jego własnym życiem.
 Film w szerszym kontekście jest zatem pytaniem o to, kim jest człowiek uznawany przez wielu za współczesnego profetę (Tołstoj za takiego był właśnie postrzegany, a najlepszym przykładem jego wielkiego wpływu na życie innych jest chociażby polityczna filozofia Gandhiego).
 Wydarzenia fabularne dwóch obozów (żony i męża) łączy postać sekretarza Tołstoja młodego Walentina Bułgakowa, który trafia do Jasnej Polany pełen tołstojańskich idei (wegetarianizmu, abstynencji seksualnej) a wyjeżdża zakochany w rezolutnej Maszy (i już nie jako prawiczek). Romantyczny wątek wydał mi się najsłabszym w filmie (kochankowie rzucają się sobie w ramiona po długiej rozłące w ostatniej scenie, która jest też momentem śmierci Tołstoja). Zbyt silny sentymentalizm i happy-endowa prostota zakończenia (w tym momencie połowa kina chlipała już bardzo głośno) moim zdaniem odbiera wcześniej zbudowaną siłę dramatu. Szkoda. Gdyby ten inicjacyjny wątek wyciąć i skupić się na tym, co kołtuje się w głowach Zofii i Lwa, mielibyśmy głębszy i dojrzalszy film. Nie mniej jednak warto go zobaczyć. Panoramicznym obrazom towarzyszy też odpowiednio skrojona muzyka.

Źródło: magamara.blox.pl